W skrócie
Od kilku miesięcy pojawiały się informacje o polskich złożach gazu łupkowego, szacowanych przez amerykańskie koncerny na 1 do 3 bln m sześc. Ministerstwo Gospodarki nazywało to „energetyczną szansą dla Polski”, a wydobycie mogło zmniejszyć zależność kraju od dostaw rosyjskich. Eksploatacja tego surowca to jednak wciąż melodia przyszłości — wymaga amerykańskiego know-how, wielu lat inwestycji i potwierdzenia opłacalności wydobycia.
1Obietnice, które szybko znikają z mediów
W zeszłym roku, około czerwca-lipca, mediami wstrząsnęła informacja, że polscy naukowcy z Uniwersytetu im. Marii Curie-Skłodowskiej są bliscy przełomowego odkrycia — zamiany CO2 w wysokooktanowe paliwo, a nawet w gaz. Zdaniem profesora Dobiesława Nazimka koszt produkcji jednego litra takiego paliwa miał wynosić kilkadziesiąt groszy. Dysponowalibyśmy zatem nie tylko tańszym paliwem, ale również — w zamyśle pomysłodawców — odbieralibyśmy dwutlenek węgla z fabryk, wspomagając ochronę środowiska i zarabiając na sprzedaży praw do jego emisji. Sprawą żywo interesowało się Ministerstwo Gospodarki.
Wszystko ładnie, pięknie, ale temat równie szybko, jak się pojawił, zniknął z mediów. To, co udaje się w laboratorium, często nie udaje się osiągnąć w warunkach przemysłowych.
2Gaz łupkowy — energetyczna szansa dla Polski?
Od kilku miesięcy pojawiały się informacje dotyczące gazu łupkowego. Polska ma posiadać niekonwencjonalne zasoby tego surowca, jak szacują amerykańskie koncerny, w wysokości od 1 do 3 bln m sześc. Ostrożniejsze rachunki mówią o mniejszych złożach. Ministerstwo Gospodarki ogłaszało, że to „energetyczna szansa dla Polski”, a minister Sikorski — że to nadzieja na uniezależnienie się od dostaw rosyjskich.
Polska zużywa rocznie około 13,5–14 mld m sześc. gazu. Warto poczekać na potwierdzenie lub zaprzeczenie informacji o wielkości złóż niekonwencjonalnego gazu. Na razie wydano kilkadziesiąt koncesji na poszukiwanie — to dopiero rozgrzewka, do której powoli zaczęły się przyłączać polskie firmy: PGNiG oraz Orlen. Gdyby potwierdziło się 1,5 bln m sześc. gazu (jeden z szacunków), Polska miałaby tego surowca na 100 lat swojego zapotrzebowania. Czy to jednak takie proste?
3Bariery: know-how, opłacalność i czas
Niestety, nie. Zawsze lepiej przyjemnie się zaskoczyć niż niemile rozczarować. Nie jest wcale powiedziane, że szacunki amerykańskich koncernów się sprawdzą — może się okazać, że gazu łupkowego jest mniej niż początkowo przypuszczano. Drugim problemem jest opłacalność wydobycia, która nie została jeszcze określona. W dodatku tylko Amerykanie dysponują stosownym know-how i, postępując według zasady business is business, za darmo się z nim nie podzielą. Ostatnią kwestią jest czas — po spełnieniu wszystkich warunków i pozytywnej ocenie opłacalności wydobycia, budowa infrastruktury i rozpoczęcie interesu to nie tylko zainwestowanie dziesiątek milionów złotych, ale również co najmniej kilka lat.
To prawda, że potwierdzenie informacji medialnych zmieniłoby sytuację geopolityczną Polski, ale nie staniemy się od razu drugim Kuwejtem czy Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi. Wydobycie gazu niekonwencjonalnego jest droższe niż konwencjonalnego, a lwią część zysku wyciągną zapewne Amerykanie (w Polsce działają już m.in. Chevron i ExxonMobil), z którymi polski rząd będzie musiał się podzielić. Polacy mieliby jednak własne złoża, a gra tzw. szantażem gazowym prowadzona przez Moskwę byłaby dużo trudniejsza — Rosjanie straciliby wobec Polski kartę przetargową, a Nord Stream zacząłby raczej bawić niż straszyć.
Gaz łupkowy to wielka szansa na dywersyfikację źródeł energii dla polskiej gospodarki oraz podniesienie bezpieczeństwa dostaw paliw. Obserwując sytuację w USA, eksploatacja tego źródła metanu pozwoliła na zmniejszenie uzależnienia od eksportu drogą morską w postaci LNG — znaczna część gazu pochodzi aktualnie z pokładów eksploatowanych na terenie Stanów Zjednoczonych i Kanady. Należy jednak pamiętać, że do dzisiaj nie udało się nikomu poza Amerykanami wdrożyć opłacalnej technologii wiercenia kierunkowego, niezbędnego do eksploatacji metanu uwięzionego w łupkach skalnych. Decydując się na rozwój tego typu wydobycia w Polsce, przez długi czas będziemy musieli polegać wyłącznie na know-how amerykańskich inwestorów. Otwartą kwestią pozostaje więc, czy i kiedy Amerykanie zdecydują się zainwestować w polskie złoża — nieoficjalnie mówi się nawet o perspektywie 10 lat. Przypadek Ameryki Północnej jest wart zainteresowania również ze względu na modernizację sektora energetycznego, dokonującą się w oparciu o tani i pewny gaz ziemny. Metan w porównaniu do paliw pochodzenia naftowego emituje zdecydowanie mniej CO2, a istniejące technologie pozwalają również na wytwarzanie biometanu jako paliwa odnawialnego. Zauważalna jest tendencja do przechodzenia transportu na paliwo gazowe, wykorzystywane w postaci sprężonej (CNG) lub skroplonej (LNG).— przedstawiciel serwisu cng.auto.pl
Gaz łupkowy nie wygląda na tanią sensację rodem z tabloidów, ale zamiast snuć dalekosiężne plany o Polsce eksportującej gaz, lepiej poczekać na wyniki analiz ekspertów. Łatwo bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której Polsce bardziej opłacałoby się kupować gaz od Gazpromu, a własny, łupkowy, wysyłać za granicę. Rozpoczęcie wydobycia doprowadziłoby jednak do ziszczenia się marzenia polskich polityków — dywersyfikacji źródeł energii.
Warto wiedzieć
Gaz łupkowy to gaz ziemny (głównie metan) uwięziony w porach skał łupkowych, w odróżnieniu od gazu konwencjonalnego zalegającego w łatwiej dostępnych złożach porowatych. Jego wydobycie wymaga technologii szczelinowania hydraulicznego połączonego z wierceniami kierunkowymi, co czyni je bardziej kosztownym niż eksploatacja złóż konwencjonalnych. Po oczyszczeniu i sprężeniu gaz ziemny — niezależnie od pochodzenia, konwencjonalnego czy łupkowego — może być wykorzystany jako paliwo CNG do napędu pojazdów, a po schłodzeniu do postaci ciekłej (LNG) transportowany drogą morską. Rozwój wydobycia gazu łupkowego w danym kraju może więc pośrednio wspierać także rozwój krajowego rynku CNG, zwiększając dostępność i obniżając cenę surowca.



