Na początku tygodnia, przez polskie media przelała się swego rodzaju ciekawostka-przestroga o wybuchu biogazu w jednej z niemieckich obór. Krowy cierpiące na wzdęcia miały wydalić tak wiele biogazu, że doprowadził on do wybuchu. Informację tę podała Polska Agencja Prasowa, jednak intencje nagłaśniania tego wydarzenia przez tak ważną rządową instytucję pozostają nam nieznane. Szkoda, że zamiast straszyć biogazem jako zagrożeniem, organy rządowe nie podejmą skoordynowanych działań na rzecz promocji tego bezpiecznego i ekologicznego biopaliwa.
Rzecz przydarzyła się w Rasdorf, w landzie Hesja położonym w środkowych Niemczech. Stado 90 krów przebywających w jednej oborze cierpiało na wzdęcia, co doprowadziło do bardzo dużego stężenia biogazu w powietrzu. Wystarczyła iskra, aby doprowadzić do małej eksplozji, która uszkodziła dach. Ucierpiało jedno zwierzę. Zatem rozmiar szkód jest raczej ograniczony. Mamy za to medialną histerię i kreowanie fałszywego wizerunku biogazu jako zagrożenia.
Tyle w komunikacie. Komunikacie, który został opublikowany przez Polską Agencję Prasową. Zastanawiamy się, co skłoniło tak ważną instytucję rządową do opublikowania tego typu zdawkowej wypowiedzi. Czy miała być to pewnego rodzaju przestroga? Czy też ciekawostka? Bo naszym zdaniem wyszedł z tego czarny PR dla biogazu, który pozostawiony sam sobie w sporadycznych przypadkach może okazać się niebezpieczny…
Gdy polski rząd udaje, że biogaz to zagrożenie, w innych państwach Europy podejmowane są liczne wysiłki i wdrożenia na rzecz popularyzacji tego paliwa. Właśnie w Niemczech, krowa pomalowana na zielono stała się symbolem nowoczesnej i ekologicznej motoryzacji opartej na biometanie. Kierowcy odwiedzający stacje CNG za Odrą z pewnością mieli styczność z atrapami takich zwierząt przy stacjach, które promują to w pełni odnawialne i bezpieczne biopaliwo.
Mamy nadzieję, że ten jednostkowy „wybryk” pozostanie szybko zapomniany, a polski rząd wreszcie uczciwie podejmie działania na rzecz wdrażania ekologicznych i bezpiecznych paliw alternatywnych. Zobowiązują nas do tego zarówno dokumenty unijne (m.in. Dyrektywa „Czysta energia dla transportu”), jak i zdrowy rozsądek, którego nadal niestety brakuje…