po zrobieniu klimatyzacji, kiedy już chłodek walił z wylotów powietrza, perspektywa komfortu w oczach, umyłem się , przebrałem już miałem jechać do domu ......
Klik, klik i zero rozruchu...
Akumulator sprawny, wszystko wskazuje na przycięcie rozrusznika, lenistwo nakazuje spróbować popukać, może się odwiesi. Niestety nic z tego .....
Chcąc nie chcąc, przebrałem się ponownie w ciuchy robocze i do kanału. Oj ciasno tutaj, ciasno i jeszcze ten separator powiesili w ramach akcji... chyba się nie wyjmie rozrusznika bez wyjęcia separatora. No dobra, a co z metanem ....
Odłączam akumulator, otwieram drzwi na hali warsztatowej na przestrzał, jakby co o niech przeciąg wydmucha metan na zewnątrz.
Odkręcam co się da bez wyjęcia separatora, a teraz on. Strzeliło ciśnieniem z przewodu wejściowego, ale dramatu nie ma. Po chwili jednak czuję na ręku, że troszkę się ulatnia, no cóż chyba elektrozawór na reduktorze nie trzyma...
Na rozruszniku, widzę jakoś dziwnie wyślizgane, wyświecone przyłącze elektryczne za cewką, ale na razie główny cel to wyjąć rozrusznik i podłączyć z powrotem separator, żeby nie wypływał metan.
Udało się, rozrusznik na wierzchu, separator przykręcony, metan nie ucieka.
To jest dobry moment, żeby obejrzeć rozrusznik i żeby się przyjrzeć temu wyświeconemu przyłączu ... zaraz, przecież o ten nieizolowany przewód, coś musiało trzeć, żeby tak go wyświecić.
Ciekawe, co, do kanału, głowa do góry ..... wiązanka słów uznanych za niecenzuralne na usta ..... i dobrze że był tam taboret.
Usiadłem z wrażenia a serce o mało mnie nie stanęło.
Okazało się że tarł zbrojony przewód doprowadzający metan, od elektrozaworu separatora do "wtrysków". Opel na wszelki wypadek, założył możliwość tarcia, dodatkowo na oplot, założył jeszcze jakąś gumę, ale na skutek złego ułożenia zdało się to psu na budę...
Zacząłem się zastanawiać, ile jeszcze rozruchów należało zrobić żeby doszło do uszkodzenia przewodu z metanem, a wtedy to już tylko 112 i spokojne czekanie na straż....
Jak już ochłonąłem, doszedłem do wniosku, że faktycznie trudno jest tam ten przewód dobrze poprowadzić, bo albo rozrusznik, albo mechanizm wybieraka biegów. Ale z całą pewnością pod względem konstrukcyjnym, "chłopcy " z GM-a się nie popisali. Przewód jest za długi, trudno jest go bezpiecznie poprowadzić, a jeszcze jak ten co wykonywał akcję się nie przyłożył, to może być tak jak u mnie.
Ja zastosowałem dwa środki zaradcze :
1) końcówkę elektryczną na cewce rozrusznika obróciłem o 90 stopni, zrobiło się około 1 cm miejsca.
2) montując przewód metanowy, w momencie jego przykręcania tak go ułożyłem, żeby "wisiał " w powietrzu i nie miał szans o nic obcierać.
Przepraszam za jakość zdjęć, komóra, brudne ręce, zdenerwowanie, pośpiech ....
Radziłbym, aby ci z was którzy mają zamontowany separator, tak sobie " kontrolnie" spojrzeli, czy ten przewód nie obciera o rozrusznik...
Ci co mają "pampersa", mogą mieć trochę więcej roboty, ale święty spokój jest bezcenny za resztę zapłacisz jakąś kartą...
PS. niestety czeka mnie powtórka, rozrusznik jest do wymiany.