Mało stacji – wielkie nadzieje

Taksówki i autobusy napędzane gazem ziemnym w polskich miastach. Czyste powietrze i mniej hałasu. Utopia czy niedaleka przyszłość?

W Polsce jest tylko 31 stacji CNG. Nie zraża to tych, którzy wierzą w rozwój tego sektora. Przekonają Polaków? Bez wsparcia rządu się nie uda.

Gdy siedem lat temu Arkadiusz Wieczorek, prezes warszawskiej sieci WAWA Taxi, wpadł na pomysł, by całą flotę przystosować do CNG, w Warszawie nie było nawet odpowiedniej stacji. Dziś jego 125 taksówek napędza ten właśnie gaz.

Skąd pomysł, by jeździć na CNG?

– Tworzyliśmy tabor nowych aut, ale jednocześnie chcieliśmy zaoszczędzić. Wyliczyliśmy, że wykorzystując CNG, możemy zyskać nawet 60 proc. Niestety, wówczas ten gaz był w Polsce niemal nieznany, ale my byliśmy uparci i opłaciło się. Jeden samochód napędzany CNG to oszczędność rzędu 7-11 tys. zł rocznie – wylicza prezes WAWA Taxi.

Na początku piętrzyły się trudności. Jedyna działająca, eksperymentalna stacja CNG przy ulicy Kasprzaka była otwarta tylko do godziny 15.

– Poszedłem do prezesa PGNiG i powiedziałem, że chcę jeździć samochodami na gaz ziemny i w związku z tym muszę je gdzieś tankować. Rozmowa była krótka. Usłyszałem, że stacja powstanie, gdy kupię auta. Ja na to: zrobię to, ale musi być stacja – wspomina Arkadiusz Wieczorek.

W końcu zawarł z PGNiG dżentelmeńską umowę.

– Stanęło na tym, że kupiłem samochody napędzane CNG, a oni dotrzymali słowa i otworzyli stację. Zaryzykowałem i druga strona też, ale było warto. Teraz walczę o dalszy rozwój sieci w całym mieście. Druga stacja CNG w stolicy, otwarta z początkiem grudnia tego roku, to wciąż za mało na potrzeby tego miasta – ocenia Arkadiusz Wieczorek.

Zwrot już za dwa lata

Entuzjastą rozwoju rynku CNG w Polsce jest również Kazimierz Gałkiewicz, prezes Gdyńskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej. Jego zdaniem, autobusy korzystające z tego gazu to najlepsze pojazdy w kraju. Pod koniec lutego PKM Gdynia kupiło pięć autobusów MAN Lions City napędzanych CNG i posiada już dziesięć takich pojazdów.

Równolegle trwa budowa stacji tankowania gazu CNG w zajezdni PKM Gdynia w Kaczych Bukach. Jej budowę finansuje PGNiG.

– Liczymy, że będziemy na niej tankować jeszcze w tym roku, co dodatkowo obniży nam koszty – mówi Kazimierz Gałkiewicz.

Dodaje, że większą cenę autobusów na gaz niż modeli z silnikami Diesla rekompensują niższe koszty eksploatacji gazu. Różnica w cenie zakupu zwróci się już po dwóch latach, a może nawet szybciej.

Najważniejsze są jednak korzyści dla środowiska.

– Takie autobusy praktycznie nie emitują spalin, są też dużo cichsze niż inne jeżdżące po Polsce – dodaje prezes PKM Gdynia.

Inne zalety? Ceny CNG są stabilne, w przeciwieństwie np. do cen oleju, więc łatwiej prognozować budżet firmy.

– Nadwyżkami, które uzyskaliśmy, podzieliliśmy się z załogą – podkreśla Kazimierz Gałkiewicz.

Efekt? Jego przedsiębiorstwo zdobyło tytuł Solidnego Pracodawcy i nagrodę za redukcję dwutlenku węgla, przyznaną niedawno przez marszałka województwa pomorskiego.

Strategia PKM Gdynia wpisuje się również w proekologiczną filozofię miasta, które w trosce o środowisko rozwija m.in. sieć trolejbusów. Do końca 2010 r. po Gdyni będzie jeździło również 20 ekologicznych autobusów na gaz.

Inne miasta, niestety, pozostają daleko w tyle. Wyjątkiem jest region podkarpacki, gdzie od lat kilka spółek przewoźników miejskich korzysta z tego paliwa. Ponadto sieć stacji CNG jest tu najlepiej rozwinięta. To rezultat prężnej działalności Karpackiego Oddziału Obrotu Gazem PGNiG, który w ostatnich latach budował jedną- -dwie stacje rocznie. Dlatego województwo podkarpackie jest liderem, jeżeli chodzi o wykorzystanie CNG w kraju. Autobusy zasilane tym gazem mają już MZK Przemyśl, Tarnów, Zamość, Sandomierz, Dębica i Rzeszów, gdzie jeżdżą 44 takie pojazdy. Podobne auta transportu publicznego poruszają się po Inowrocławiu, a także Wrocławiu, w prywatnej firmie transportowej.

Zamknięte koło

Według ekspertów ekologiczny i tani w eksploatacji gaz CNG doskonale nadaje się do wykorzystania m.in. w taksówkach, firmach kurierskich i autobusach komunikacji miejskiej. Mała liczba stacji i brak zachęt powoduje jednak, że rynek CNG w Polsce rozwija się bardzo wolno. Dlaczego tak się dzieje?

– Jeżeli nie ma gdzie tankować, nie opłaca się kupować takich aut i tak koło się zamyka.

Jego zdaniem, kolejny problem to brak zachęt ze strony państwa.

– Kilka lat temu można było zyskać dofinansowanie do zakupu takich aut, ale powodowało to rozmaite patologie. Niektórzy kupowali takie instalacje tylko po to, by je odsprzedać z zyskiem. Dlatego lepszym rozwiązaniem byłyby dopłaty do paliwa, bez wsparcia rządu się więc nie obejdzie – ocenia ekspert.

Jego zdaniem, powodem słabego rozwoju rynku CNG w Polsce jest nie tylko niewielka liczba tego typu stacji w Polsce, ale także ich rozmieszczenie. W pobliżu granicy niemieckiej nie ma żadnej stacji, podobnie na wschodzie. Dla porównania, choć w Czechach znajduje się tylko 28 stacji, nie dzielą ich zbyt duże odległości.

Inny postulat?

– Warto wydłużyć czas pracy stacji. I zamiast budować nowe, duże obiekty, lepiej za te same pieniądze stawiać mniejsze stacje, ale w większej liczbie – uważa Bartłomiej Kamiński, współtwórca portalu o CNG, a prywatnie właściciel auta napędzanego tym rodzajem gazu.

Co za różnica, jaki to gaz

– Samochody osobowe na CNG dają rocznie oszczędności rzędu 6 tys. zł, ale to wciąż auta dla pasjonatów. Niewielka liczba takich pojazdów wynika z braku wiedzy o nich zarówno wśród zwykłych użytkowników aut, jak i samochodowych dilerów – tłumaczy Bartłomiej Kamiński.

Potwierdza to Arkadiusz Wieczorek.

– Gdy klienci się dowiadują, że jeździmy samochodami na gaz ziemny, dziwią się i pytają: czy to na pewno ten sam, który jest wykorzystywany w kuchenkach? Podobnie wyglądała rejestracja w wydziale komunikacji. Po złożeniu dokumentów wbito nam pieczątkę LPG, a gdy próbowaliśmy tłumaczyć, że to coś zupełnie innego, usłyszeliśmy: a co to za różnica –  gaz to gaz – opowiada.

Tymczasem upowszechnienie gazu CNG w naszym kraju otworzy przed nami zupełnie nowe możliwości.

– W Szwecji, która jest pionierem ekologicznych rozwiązań, jeżdżą autobusy napędzane gazem CNG i domieszkami biogazu lub wodoru.

Biogaz do takich mieszanek uzyskuje się z odpadów organicznych w tzw. biogazowniach, które od niedawna powstają również w Polsce.

Inne korzyści ze zwiększenia udziału CNG w rynku motoryzacyjnym to zyski z jego dywersyfikacji.

– W tym wypadku skoki cen benzyny i oleju napędowego będą mniej wpływały na kondycję przedsiębiorstw, a tym samym gospodarki – podkreśla Bartłomiej Kamiński.

Jego zdaniem, rynek CNG na razie w Polsce raczkuje, ale ma przed sobą przyszłość. Dlatego warto go promować.

– Czasami zastanawiam się, czy nie nakleić sobie nalepki na samochód z napisem: „Jeżdżę CNG, płacę kilkanaście złotych za 100 kilometrów”. Może będzie to najlepsza promocja? – sumuje Bartłomiej Kamiński.


Współpraca jest niezbędna
Adam Szurlej, Departament Ropy i Gazu w Ministerstwie Gospodarki, Wydział Energetyki i Paliw Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie

Dla dalszego rozwoju rynku CNG w Polsce niezbędna jest ścisła współpraca przedsiębiorstw energetycznych (PGNiG) z zainteresowanymi podmiotami, firmami transportowymi, przedsiębiorstwami komunikacji miejskiej. Jednocześnie potrzeba odpowiedniej polityki fiskalnej, zapewniającej konkurencyjne ceny dla CNG w relacji do cen paliw płynnych w określonej perspektywie czasowej. Ze względu na ekologiczne walory CNG jako paliwa wykorzystywanego w transporcie, istnieje możliwość ubiegania się podmiotów zainteresowanych kupnem pojazdów na gaz ziemny o dofinansowanie ze środków funduszy wspierających działania proekologiczne. Ich zyskanie zdecydowanie zwiększy efektywność ekonomiczną projektów CNG.

Źródło:
  • Puls Biznesu, wydanie nr 247 [3008], 18-20 grudnia 2009